Wczoraj miałam zaszczyt uczestniczyć w prawdziwym pokazie filmów z prawdziwą publicznością, mając miłą świadomość, że mój film też tam będzie (chociaż bladym świtem, ale jednak). Pierwszy raz byłam w Browarze Mieszczańskim, jak się okazało. Ale podobało mi się okrutnie. Niby labirynty ruin i tylne strony zabudowań (te bez okien), ale jakieś takie magnetyczne, wciągające, mięsiste.
Sala kinowa też niczego sobie, z miłą przestrzenią tworzoną przez wysokie drewniane sklepienie, z którego osypywała się biała farba. Dookoła fotografie w ramach Podwodnego Wrocławia, a na środku my, widzowie, w szeregu. Dowiedziałam się w końcu kto to jest Bodo Kox (to znaczy, już poznam z widzenia – bo dowiedziałam się przy okazji poprzedniej tego typu imprezy) ale nie zapamiętałam, kim był drugi wodzirej, ten co trzy razy opowiedział nieśmieszny dowcip o kocie. Kto wie?
Poziom pokazywanych dzieł był bardzo różny (nic dziwnego, skoro i moje się wśród nich znalazło), do kuriozalnych należy zaliczyć hinduski szoł oraz film zrealizowany przez Policję – oba te kurioza emanowały jednak szczerym, wewnętrznym urokiem, za co zdobyły głośne brawa. Policyjny film miał w dodatku Misję – przestrzegał przed nadmiernym spożywaniem alkoholu. In plus należy zaliczyć to, że nie używano w tym celu drastycznych zdjęć zmasakrowanych zwłok, czym chętnie posługują się tak zwani profesjonaliści, podejmując ten temat.
Największe wrażenie zrobił na mnie film pod tytułem “Czarny”, którego reżyserem jest wrocławski twórca niezależny, Dominik Matwiejczyk. Jak się dowiedziałam później, reżyser nie jest już ani trochę żółtodziobem, więc i możliwości ma większe. Oczko wyżej w kierunku profesjonalizmu, porównując z pozostałymi produkcjami. W każdym razie, bardzo dobrze zagrała Maria Niklińska, w roli młodocianej satanistki, ale w istocie wolnomyślicielki. Podobały mi się zdjęcia Piotra Żukowskiego, miały “takie coś”… że z wielu jego obrazów można by zupełnie spokojnie urządzić wystawę fotografii. Potem zauważyłam, że wnętrze Browaru Mieszczańskiego sprawia, że wszystkie filmy wyglądają trochę lepiej (i ucieszyłam się, że mój na pewno też), ale “Czarny” dodatkowo pasował do Browaru scenografią, którą miał w sobie od początku. Tym bardziej było to idealne miejsce na premierę tego konkretnego dzieła, poza tym że wrocławskie, niezależne i tak dalej.
Opowieść też była bardzo ciekawa, chociaż nie tak prowokacyjna i kontrowersyjna, jak ją przedstawiają, ani nie tak mocna i intrygująca, jak mogłaby być. Ale i tak jestem pod ogromnym wrażeniem. Cieszę się, że takie filmy powstają we Wrocławiu, że jest tu kino niezależne, prawdziwe środowisko filmowe… cudownie. Nie widziałam pokazu filmowego od początku, więc nie wiem czy “Czarny” był absolutnie najlepszy ze wszystkich.