Remiksowanie remiksowaniem, ale jak przyjdzie co do czego, jednak większość z nas chce, żeby przestrzegano naszych praw autorskich – zwłaszcza tych osobistych. Poniżej kilka ważnych paragrafów, które cytuję z portalu prawo.interia.pl:
USTAWA
z dnia 4 lutego 1994 r.
o prawie autorskim i prawach pokrewnych
(Dz. U. z dnia 23 lutego 1994 r.)
(sprost.: z 1994, Nr 43, poz. 170, zm. z 1997 r. Nr 43, poz. 272 i Nr 88, poz. 554, z 2000, Nr 53, poz. 637)
Rozdział 1
Przedmiot prawa autorskiego
Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).
2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory:
1) wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe),
2) plastyczne,
3) fotograficzne,
4) lutnicze,
5) wzornictwa przemysłowego,
6) architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne,
7) muzyczne i słowno-muzyczne,
8) sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne,
9) audiowizualne (w tym wizualne i audialne).
3. Utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nie ukończoną.
4. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.
Rozdział 3
Treść prawa autorskiego
Oddział 1
Autorskie prawa osobiste
Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i nie podlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu,
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo,
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania,
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności,
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.
Źródło: prawo.interia.pl
O majątkowych prawach autorskich tu nie piszę, ponieważ to całkiem inna sprawa i ją każdy musi we własnym zakresie rozważyć; polecam natomiast portal interia.pl w tej kwestii, ponieważ jak go zwykle darzę pogardą, tak teraz jestem mile zaskoczona porządnym opracowaniem tego tematu przez nich. Można więc przeczytać tam pozostałe paragrafy dotyczące praw autorskich.
Tutaj pozostaniemy przy prawach osobistych, ponieważ to one nam przysługują w dalszym ciągu, nawet jeśli naszą radosną twórczość publikujemy wspaniałomyślnie i nieodpłatnie, na przykład w internecie. W tego rodzaju wielkoduszności pomaga nam wielu internetowych guru, którym zależy na tym, by internet uwolnić, wiedzę upowszechnić, różnice w dostępie do dóbr kultury zmniejszyć, przepaści zasypać i kolejny raz zbawić świat.
Zabierając się do zbawiania świata za pomocą praw autorskich, przypomnijmy sobie jeszcze raz Manifest remikserów o którym już pisałam, oraz posłuchajmy jeszcze raz wykładu Larry’ego Lessiga w TED, który tam także wspominałam. Zainspirowawszy się tym i innymi rewolucjonistami, pozostaje nam tylko wybrać licencję Creative Commons, na jakiej będziemy publikować naszą twórczość. Pomoże ona uporządkować kwestię naszego, mimo wszystko, autorstwa, jeśli nie chcemy się go całkowicie pozbawić.
Jeżeli jesteśmy wyjątkowymi idealistami i korzystamy z oprogramowania Open Source, to miły gest uczynimy, jeśli nasza licencja będzie nawiązywała do tej, na której owo oprogramowanie jest opublikowane. Zajrzyjmy do Blender Institute by poczytać, jak tam to wygląda. Niestety nie każde oprogramowanie jest tak zaawansowane jak Blender. Szczególnie dotyczy to programów do różnego rodzaju grafiki, ponieważ z tym jest podobnie jak w realu; widać różnicę między obrazem namalowanym na płótnie, a obrazem na kartonie, mówiąc metaforycznie. “Płótno” w tym porównaniu zapewnia moim zdaniem tylko Blender, który rzeczywiście jest dość zaawansowany. Natomiast takie rzeczy jak Gimp, to raczej cienkie karteczki ;)
Ale życzę im wszystkiego najlepszego. Komuś do czegoś na pewno się przydadzą. Dowiedziałam się natomiast, że jest całkiem niezły i “otwarty” program do montażu, który nazywa się Cinelerra. Niestety (albo stety?) Cinelerra jest zaprojektowana pod Linuksa, więc trzeba zainstalować ten system operacyjny, żeby ją przetestować. Myślę, że spróbuję, jak zrobię w moim komputerze zaplanowany na niedługo remanent.